[ENG] By using this website you are agreeing to our use of cookies. [POL] Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas cookies [NED] Door gebruik te maken van onze diensten, gaat u akkoord met ons gebruik van cookies. OK

Dziś Niedziela Palmowa. W polskich kościołach w całej Holandii wierni trzymają w rękach kolorowe palmy, ksiądz je poświęca, zaczyna się Wielki Tydzień. Wszystko znajomo i pięknie. Ale czy wiesz, że za tym spokojnym, rodzinnym świętem kryje się całe mnóstwo historii, zabobonów i zwyczajów, przy których współczesna Wielkanoc wydaje się dość skromna?
Skąd w ogóle palmy, skoro jesteśmy w Polsce?
Zacznijmy od oczywistego pytania: co mają palmy do polskiej tradycji? Ano właściwie nic, bo pierwotnie w naszej części Europy palm po prostu nie było. Kiedyś to święto nosiło nazwę Niedzieli Kwietnej lub Wierzbnej, bo to wierzba była tu prawdziwą bohaterką, jako jedna z pierwszych roślin odradzających się po zimie. Szukanie wierzbowej gałązki z baziami było dosłownie szukaniem wiosny.
Procesje z palmami sięgają IV wieku, kiedy to w Jerozolimie pierwsi chrześcijanie zaczęli co roku odtwarzać wjazd Jezusa do miasta. Z Jerozolimy zwyczaj ten powędrował na wschód, potem na zachód, aż w końcu dotarł do Polski w średniowieczu. Po drodze jednak każdy naród dopasował go do tego, co rośnie za oknem. U nas zwyciężyła wierzba.
Palma, która musiała stać samodzielnie
Polskie palmy to temat sam w sobie. W zależności od regionu wyglądają zupełnie inaczej: palma góralska to pęk witek wierzbowych zakończonych czubem z bazi, jedliny i bibułkowych kwiatów. Palma kurpiowska powstaje z pnia ściętego drzewka, oplecionego widłakiem i borówką. A palma wileńska, dziś znana w całej Polsce, powstawała niegdyś przez cały rok, bo rośliny zbierano i suszono miesiącami, żeby uzyskać odpowiednią kolorystykę.
A co do rozmiarów, to Polacy podeszli do sprawy ambicjonalnie. W Lipnicy Murowanej w Małopolsce odbywa się słynny konkurs na najwyższą palmę, niektóre mierzą ponad 30 metrów! Każda musi być wykonana ręcznie, bez metalowych stelaży, i musi samodzielnie stać po postawieniu. Wyobraź sobie 30 metrów kwiatów i bibuły stojące o własnych siłach. To już prawie inżynieria.
Jedna roślina była jednak w palmie bezwzględnie zakazana. Topola. Według legendy topola jako jedyna roślina nie zapłakała nad losem ukrzyżowanego Chrystusa i od tamtej pory jest wykluczona z wielkanocnych kompozycji. Cała reszta lasu mogła być, tylko nie ona.
Bazie, które leczyły gardło i chroniły krowy
I tu zaczynają się prawdziwe ciekawostki. Poświęcona palma w dawnej Polsce była czymś więcej niż ozdobą czy symbolem religijnym, była dosłownie tarczą ochronną przed wszelkim złem.
Połykano bazie palmowe, żeby chronić się przed przeziębieniami i bólem gardła. O tym zwyczaju wspominał w swoich pracach sam Mikołaj Rej. Do jedzenia bazi zmuszano też zwierzęta, bo miały je uchronić przed urokami czarownic, które potrafiły odbierać krowom mleko.
Na tym nie koniec. Wierzono, że bazie zmieszane z ziarnem siewnym zapewnią urodzaj, krzyżyki z palmowych gałązek zatknięte w ziemię ochronią pole przed gradobiciem i burzami, a poświęcona palma wystawiona podczas burzy w oknie uchroni dom przed piorunem. Kawałki palm wkładano do uli, sieci rybackich, gniazd ptaków domowych i pod lemiesz pługa. Palma szła wszędzie, gdzie był jakiś interes do ochronienia.
Żacy, którzy żebrali w imię nauki
Jednym z najbarwniejszych zwyczajów Niedzieli Palmowej były tak zwane pucheroki. Krakowscy żacy przebierali się w wymyślne stroje i czekali pod kościołami na wychodzących z mszy wiernych. Na ich widok recytowali humorystyczne wierszyki o własnym niedostatku, a zebrane datki przeznaczali na obiad i grzane piwo. Brzmi jak sprytny plan na darmowy lunch, i zapewne tak też był traktowany przez część uczestników.
Tradycja ta jest potwierdzana w źródłach już z XVII wieku. Kawalkada dziwnie ubranych postaci z twarzami usmarowanymi sadzą, w kożuchach wywróconych włosem do góry i spiczastych czapkach pokrytych kolorową bibułą, od rana w Niedzielę Palmową pukała do drzwi, prosząc o podarki. Co ciekawe, tradycja ta jest kultywowana do dziś we wsi Bibice pod Krakowem i przechodzi z ojca na syna niezmiennie od prawie 400 lat.
I co się z tą palmą potem dzieje?
Palmy po Niedzieli Palmowej nie wyrzucano. To byłoby nie do pomyślenia. W Wielką Sobotę przynoszono ją do kościoła, gdzie była spalana, a popiół zachowywano i wykorzystywano w następnym roku podczas Środy Popielcowej. Ten sam popiół, który w lutym trafia na nasze głowy z przypomnieniem „prochem jesteś i w proch się obrócisz", pochodzi właśnie ze świątecznych palm sprzed roku. Krąg się zamyka.
A zwyczaj „palmowania", czyli rytualnego uderzania palmą? Też był. Towarzyszyły mu słowa: „Palma bije nie zabije, wielki dzień za tydzień, malowane jajko zjem, za sześć noc Wielkanoc". Lekki ból był wart zachodu, bo uderzenie palmą miało zapewnić zdrowie na cały rok.
Dziś możemy to wszystko traktować z przymrużeniem oka, ale stojąc dziś w kościele z kolorową palmą w ręku, warto pamiętać, że uczestniczymy w tradycji liczącej sobie ponad szesnaście wieków. I że gdzieś pod Krakowem jest wieś, gdzie mężczyźni dalej smarują twarze sadzą i chodzą od drzwi do drzwi, bo tak robili ich ojcowie i dziadkowie. Od czterystu lat.
29.03.2026 Niedziela.NL // fot. Longfin Media, Polska / shutterstock.com // zdjęcie ilustracyjne
| Następna > |
|---|
Najnowsze Ogłoszenia Wyróżnione
Kat. Tłumacze
więcej na ogłoszenia.niedziela.nl
Kat. Transport - busy
więcej na ogłoszenia.niedziela.nl
Kat. Praca
więcej na ogłoszenia.niedziela.nl