Reklama

Ciepłe myśli na holenderską niedzielę: Czasem brakuje słów… (cz.160)

Ciepłe myśli

fot. Shutterstock, Inc.

Ciepłe myśli na holenderską niedzielę, czyli cykliczne spotkania przy porannej kawie

Agnieszka Steur



Czasem brakuje słów…


Czasem jest tak źle, że aż brakuje słów, aby wyrazić ból, strach i oburzenie. Czasem jest tak bardzo źle, że aby opisać to, co się dzieje, pozostają już tylko wulgaryzmy. To taka ostateczność, po której wydaje się, że już nic nie ma.

Jest mi ogromnie przykro, że do takiej sytuacji doszło w mojej ojczyźnie. W tym tygodniu przekonałam się, że czasem nie da się nie przeklinać! Nie da się! Najnormalniej w świecie nie sposób, nie użyć jakiegoś bardziej siarczystego języka i wulgaryzmu! To, co stało się w naszej ojczyźnie przeszło wszelkie granice kulturalnego języka!

Kilka dni temu byłam na kawie u znajomej. Pokój, w którym siedziałyśmy był duży, więc zachowanie odległości nie stanowiło problemu. Zaczęło się jak zawsze: „Fajnie cię widzieć.”, „Już tak dawno nie rozmawiałyśmy.”, „Co u ciebie?”, „Jak sobie radzisz w czasach pandemii?”.  Rozmowa zaczęła się od tematu koronawirusa i jego wpływu na naszą codzienność. Trudno tu powiedzieć coś nowego, ale przyjemnie dać upust frustracjom. Na przemian wyrażałyśmy niepokoje o dziś i jeszcze większy o jutro. Kawa była przepyszna, ale z chwili na chwilę człowiek smutniał. Ponarzekałyśmy na sytuację i w końcu poprosiłam o zmianę tematu, „porozmawiajmy o czymś innym”. „Może o TYM, co się stało w Polsce?”, padła propozycja. I to był koniec.

Zaczęłyśmy rozmawiać o skandalicznym wyroku polskiego Trybunału Konstytucyjnego, który uznał aborcję eugeniczną za sprzeczną z ustawą zasadniczą.  W praktyce oznacza to, że będąca w ciąży kobieta, która usłyszy najgorszą z możliwych wiadomości, że jej dziecko nie ma szans na przeżycie ze względu na poważne wady genetyczne, jest pozostawiona bez pomocy. Musi pozostać w ciąży aż do obumarcia płodu, do porodu martwego dziecka lub swojej własnej śmierci.

Staram się nie przeklinać, ale wtedy jakoś tak samo się wyśliznęło. Sama myśl o tym, jaki los zgotowano Polkom w tak trudnych czasach rozsierdza. Co jakiś czas nad stołem zawisał wulgaryzm. Już nawet nie było możliwości ich zatrzymania. Patrzyłyśmy na siebie zaskoczone. Obie zdumione, jak dużo w nas emocji. Ta wściekłość na to, jak łatwo w Polsce władza wybiórczo pozbawiła prawa wolności. Chwila, gdy człowiek dowiaduje się, że płód jest tak chory, że nie ma możliwości donoszenia ciąży, jest najgorszą w życiu. To nieludzkie zmuszać kobiety, by z patologią ciąży trwały do porodu, zmuszać do wielomiesięcznej, a nierzadko wieloletniej traumy i życia wraz z najbliższymi na granicy wyczerpania psychicznego i  fizycznego, bez realnej pomocy ze strony rządzących, którzy do takiego życia zmuszają. Każdy przecież człowiek ma prawo wyboru, w Polsce jak się okazało, nie każdy.  Wściekłość Polek jest tak ogromna, że gdy nie ma się realnej siły, by coś zmienić, postanowiły wyrazić ją werbalnie.

Wszyscy doskonale wiemy, że przecież użycie wulgaryzmów jest uzasadnione w sytuacjach skrajnie emocjonalnych a jeśli to nie jest taka sytuacja, to pytam, jaka nią jest? Jeśli nie przeklina się na co dzień, wulgaryzmy pomagają łagodzić ból, czy to fizyczny, czy emocjonalny. Chyba jednak nie ułagodziły, ponieważ teraz, pisząc ten tekst bardzo powstrzymuję moje palce, by nie napisały czegoś naprawdę wulgarnego. I tu właśnie dokonałam wyboru, nie chcę użyć takich słów, ale nie mam prawa pozbawiać takiej możliwości, w tak ważnej sprawie, innych, protestujących kobiet.

W tym tygodniu zdałam sobie sprawę z tego, że już dawno przestałam się dziwić wiadomościom płynącym z Polski. Już dawno wykroczyły one poza granice absurdu. Choć nie, chwila, ostatnio, gdy dowiedziałam się, że polski sąd nie pozwala na wydanie uprowadzonego z Holandii dziecka, ponieważ malec obawia się eutanazji w przedszkolu na chwilę się zatrzymałam i zastanawiałam, czy się nie przesłyszałam. Nie, nie przesłyszałam się! Absurd nie ma granic! Za każdym razem, gdy człowiek myśli, że usłyszał już największą głupotę, okazuje się, że może być jeszcze gorzej.

Teraz gdy o tym myślę, wydaje mi się, że właśnie w takich sytuacjach najlepiej użyć brzydszego słowa. A dlaczego Polki teraz przeklinają? Bo znalazłyśmy się w miejscu i sytuacji, gdy już żadna metoda, żaden sposób komunikacji nie działa. Z jednego prostego powodu, druga strona nie chce słuchać. Pozostaje już tylko krzyk.

Tak trudno znaleźć odpowiednie słowa. Wciąż wracają myśli typu, dlaczego rządzący podejmujący te decyzje i ci, którzy ich wspierają, są tak przeraźliwie okrutni. Skąd w ludziach tyle nienawiści do drugiego człowieka? Przecież nie trzeba być specjalistą, a jak wiadomo specjalistów się i tak nie słucha, aby rozumieć na jak straszliwy los skazuje się kobiety w Polsce. O jakiej demokracji może być mowa w państwie, w którym ilość popierających protest kobiet jest przeważająca? Przecież decyzją większości należy się kierować, jak widać nie w Polsce. Dzisiejszy dzień, Wszystkich Świętych, to szczególnie dobry moment, aby właśnie nad tym się zastanowić. Nowe polskie prawo wcale nie ratuje życia, ono je odbiera - skazuje na odejście z tego świata ciężarne kobiety.

Wcale nie jest mi wstyd, że użyłam dziś mocnych słów. Na chwilę tylko zrobiło mi się przykro, poczułam się zawstydzona, gdy zdałam sobie sprawę, że odczuwam ulgę, iż nie mieszkam aktualnie w Polsce. Mam córkę tu, w Królestwie Niderlandów, gdzie nie musi ona walczyć o podstawowe prawa, to jej nie dotyczy.

Kłaniam się nisko wszystkim protestującym: kobietom, mężczyznom, chłopcom i dziewczynom, całym rodzinom, bez względu na wiek i płeć, absolutnie wszystkim którzy krzyczą i którzy się sprzeciwiają postanowieniu polskiego Trybunału Konstytucyjnego. Nie mogę być w Polsce, choć teraz chciałabym jeszcze bardziej. Pragnę stanąć ramię w ramię z protestującymi bo wiem, bo rozumiem to piekło, przed którym krzycząc, chcą ochronić. Przeżyłam to piekło i wiem, na co kobiety zostały właśnie skazane. Dlatego całym sercem je popieram i piszę te słowa, by jednocząc się z nimi w ten sposób wyrazić mój protest.


Widzimy się za tydzień... przy porannej kawie.

Agnieszka



01.11.2020 Niedziela.NL // foto: Woman with red lightning bolt drawn on her hand, symbol of the National Women's Strike against the tightening of the anti-abortion law in Poland. Wearing protective face mask against COVID-19 Coronavirus // fot. Shutterstock, Inc.

(as)