Ciepłe myśli na holenderską niedzielę: Kolejny początek (cz. 117)

Ciepłe myśli

fot. Shutterstock

Ciepłe myśli na niedzielę, czyli cykliczne spotkania przy porannej kawie

Agnieszka Steur

Kolejny początek

Wszystkiego dobrego w nowym roku! To nasze pierwsze spotkanie w kolejnej dekadzie. Od jutra dzieci wrócą do szkół i na uczelnie. Niektórzy z nas powrócą również do pracy po świątecznej przerwie, inni zaczęli już pracowity rok w ubiegłym tygodniu w czwartek.

Pierwszy tekst w tym roku to przykład tego, że zawsze to, co pierwsze tak naprawdę jest tylko dalszym ciągiem. To nasze 117 spotkanie! Przypomniały mi się słowa Wisławy Szymborskiej, które pochodzą z wiersza „Miłość od pierwszego wejrzenia”.

„Każdy przecież początek
to tylko ciąg dalszy,
a księga zdarzeń
zawsze otwarta w połowie.”


W wierszu poetka porusza temat całkiem innego nowego początku niż ten związany z nowym rokiem. Ale może nowy rok, to trochę jak nowa miłość. Wszystko może się wydarzyć i jesteśmy pełni nadziei, że to właśnie będzie „to”. Rozpoczynamy nowy rok, w którym przecież zdarzyć może się jeszcze wszystko. Tym razem będzie dokładnie tak, jak sobie wymarzyliśmy. Czy tak się stanie, to zależy tylko od nas.  Niczym w tym wierszu - księga otwarta jest w połowie i to, co było ma wpływ na to, co będzie.

A ja zaczynam robić plany na temat tego, o czym w tym roku chciałabym pisać podczas naszych spotkań przy porannej niedzielnej kawie. Dziś pragnę napisać kilka słów o języku, ale tym razem nie o polskim, o nim będę pisać jeszcze dużo i prawie zawsze w ujęciu dwujęzyczności naszych dzieci. Napiszę nieco o języku niderlandzkim.  

Nie tak dano słuchałam w radiu rozmowy z jedną z autorek książki „Against English. Pleidooi voor het Nederlands” (roboczo tytuł można przetłumaczyć: „Przeciw angielskiemu. W obronie holenderskiego”) i pomyślałam, że bardzo chciałabym ją przeczytać a że zbliżały się święta, więc co może być lepszym prezentem pod choinkę od książki? Dostałam! Jest to zbiór esejów dotyczących tego, w jak ogromnym stopniu język angielski opanowuje holenderskie życie i wręcz wypiera język ojczysty z codziennego życia.
Z tego właśnie względu, wspomnę dziś kilka słów o tym, co w Holandii mówi się na temat ojczystej mowy Holendrów.

Na początek kilka faktów na temat języka niderlandzkiego. W języku polskim nazywany jest również językiem holenderskim. Niderlandzki jest językiem indoeuropejskim z gałęzi zachodniej w ramach języków germańskich. Posługuje się nim około 27 milionów ludzi, wśród których dla 23 milionów jest on językiem ojczystym. Większość osób posługujących się na co dzień niderlandzkim, mieszka na zachodzie Europy a bardziej precyzyjnie - właśnie w Holandii i Belgii. Poza Europą językiem tym posługują się mieszkańcy Surinamu, Antyli Holenderskich, mowa tu o Bonaire, Curaçao, Sabie, Sint Eustatius, Sint Maarten i Arubie. Języki powiązane z niderlandzkim to afrykanerski i fryzyjski.  

A jak do swego języka podchodzą mieszkańcy Holandii?

Język ten nie należy do najłatwiejszych. Szczególnie jego wymowa sprawia obcokrajowcom problemy. W wielu krajach osoby słyszące, kogoś, kogo mową ojczystą jest niderlandzki, żartują, że mieszkańcy tego kraju z pewnością ciepią na przewlekłe choroby gardła. Dzieje się tak ze względu na bardzo gardłową wymowę głoski „g”. Od dawien dawna był to problem. Wystarczy przytoczyć historię jednego z najbardziej znanych niderlandzkich malarzy. Vincent van Gogh pragnąc ułatwić zadanie osobom pracującym w galeriach sztuki, podpisywał swe prace „Vincent”. Robił tak, aby obcokrajowcy nie mieli kłopotów z wymową jego nazwiska.

Holendrzy znani są z tego, że praktycznie każdy z nich posługuje się przynajmniej dwoma językami obcymi. Zawsze jednym z nich jest język angielski. Właśnie ta wszechobecność języka angielskiego dla twórców książki, o której wspominam, jest najtrudniejsza i to, że wypiera on język niderlandzki z niektórych sfer życia społecznego. Autorów martwi bardzo dominacja angielskiego na miejscowych uczelniach. Coraz więcej kierunków, jako język wykładowy wybiera właśnie go a nie ojczystą mowę. Ponad 60% książek, które leżą na półkach w niderlandzkich księgarniach to przekłady pozycji angielskojęzycznych. W telewizji również dostępne są głównie filmy i seriale amerykańskie a brakuje propozycji pochodzących z innych krajów.

To jednak nie wszystko. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że język to również sposób myślenia. Jeśli mówimy w innym języku, zaczynamy również nieco inaczej myśleć. Ma to wiele dobrych stron, ale i trochę nieco mniej pozytywnych. Autorów martwi na przykład to, że w Holandii przejmuje się amerykański lub angielski sposób myślenia na temat polityki, ekonomii i społeczeństwa.

Książkę dopiero zaczęłam czytać, ale z pewnością jeszcze do niej wrócę podczas naszych porannych spotkań, bo mam pewne przeczucie, że problemy w niej poruszone, nie dotyczą tylko Holandii i języka niderlandzkiego.  

Widzimy się za tydzień... przy porannej kawie.



05.01.2020 Niedziela.NL

(AS)



Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Najnowsze Ogłoszenia Wyróżnione


reklama a
Linki