Gdy dzieje się źle. Prawna pomoc powypadkowa - Rozmowa z Anną Konowalczyk

Holandia

fot. Doradztwo Anna

Dziś mam ogromna przyjemność porozmawiać z panią Anną Konowalczyk, z firmy Doradztwo Anna. Z osobą niezwykle wszechstronną, której głównym celem jest pomoc Polakom mieszkającym zarówno tymczasowo jak i na stałe w Holandii. To jednak z tych osób, dla których nie ma rzeczy niemożliwych.

Agnieszka Steur: Przedstawia się Pani jako przewodnik dla Polaków po holenderskich instytucjach. Co to znaczy?
Anna Konowalczyk: Początkowo obszar mojej działalności ograniczałam do pomocy polskiej społeczności przebywającej tymczasowo na terenie Holandii. W skrócie: załatwiałam formalności urzędowe konieczne do pobytu w Holandii. Z czasem zorientowałam się, że wzrasta zapotrzebowanie na ekspertyzę w odszkodowaniach pourazowych, co skłoniło mnie do udzielania kompleksowej pomocy w uzyskiwaniu odszkodowań. Kompleksowej dlatego, że pomoc w tym zakresie jest ściśle związana z poruszaniem się po holenderskich urzędach państwowych, a tą wiedzę zdobyłam już wcześniej. Ofiary wypadków mają do czynienia nie tylko z placówkami służb zdrowia, gdzie mogą liczyć na moją pomoc. Utrata zdrowia równa jest utracie możliwości zarobkowania i/lub konieczności przekształcenia mieszkania dla potrzeb niepełnosprawnego. Trzeba więc znać ustawodawstwo w tym zakresie oraz wiedzieć, do których drzwi zapukać. Jak wszyscy wiemy, drzwi do urzędów bywają pozamykane na tysiące spustów, a ja mam często odpowiedni klucz. Załatwianie spraw urzędowych dotyczących bezrobocia, chorobowego lub renty jak najbardziej pozostają częścią mojej działalności.

AS: To znaczy, że zajmuje się Pani głownie odszkodowaniami powypadkowymi dla Polaków poszkodowanych w wypadkach na terenie Holandii, ale nie reprezentuje ich Pani samodzielnie. Jak należy to rozumieć?
AK: Współpracuję z kilkoma wiodącymi kancelariami prawnymi specjalizującymi się w odszkodowaniach powypadkowych. Po naszemu: wybieram odpowiedniego adwokata do odpowiedniej sprawy. Mój wybór oparty jest na specjalizacji, a bardziej na preferencjach  adwokata. Jeśli wiem, że dany adwokat sprawdza się świetnie w sprawach dotyczących wypadków drogowych z wysoką szkodą osobową, kieruję do niego tego rodzaju sprawy.

AS: Dlaczego Pani to robi?
AK: Ponieważ wiem, że ten adwokat będzie bardziej skuteczny. Kreujemy w ten sposób sytuację idealną dla klienta: lepsze predyspozycje adwokata w danym kierunku, oznaczają wyższe odszkodowanie. Właśnie w tym tkwi moja i współpracujących kancelarii siła: zindywidualizowana i dopasowana do potrzeb klienta pomoc.
Adwokaci, z którymi współpracują reprezentują moich klientów wobec firm ubezpieczeniowych wypłacających odszkodowania.

AS: Na czym więc polega współpraca z tymi kancelariami?
AK: Jako specjalista od odszkodowań dokonuję tzw. pierwszej selekcji, czyli oceniam powodzenie sprawy w kadrze prawa i dokonuję wyboru adwokata. Dalej wspólnie prowadzimy sprawę, czyli decydujemy jakich argumentów użyć, gromadzimy materiały potrzebne do wyliczenia wysokości szkody i negocjujemy. W całym tym procesie potrzebny jest tłumacz, więc dzięki temu, że władam holenderskim dość dobrze, pośredniczę w tym procesie, krótko mówiąc, wszelkie rozmowy i cała korespondencja „przechodzą przez moje palce”.

AS: A w jaki sposób Pani polskie pochodzenie, wieloletni pobyt w Holandii oraz obcowanie z holenderską strefą przedsiębiorczą pomagają Pani wspierać klientów?
AK: Polskie pochodzenie pomaga mi świetnie zrozumieć mentalność Polaków i przekładać ich potrzeby w taki sposób, żeby osiągnąć zamierzony cel. Sposób załatwiania spraw „po holendersku” różni się nieco od polskich metod. Trzeba o tym pamiętać. Znajomość holenderskiej strefy przedsiębiorczej i sektora państwowego, z którymi ściśle otarłam się w pracy zawodowej, jeszcze zanim otworzyłam firmę, pomogły mi poznać holenderskie zwyczaje i przepisy w dziedzinach, w których się specjalizuję. To wszystko razem wzięte i fakt, że kiedyś również tak jak moi klienci emigrowałam do Holandii, sprawia, że pomoc moim klientom przebiega sprawniej i z większym zrozumieniem.

AS: Z pewnością to musi być trudne. Proszę powiedzieć, w jaki sposób udaje się Pani być dla Holendrów łącznikiem pomiędzy dwoma kulturami i językami. Szczególnie w sytuacjach, gdy wszystkim towarzyszy tak wiele emocji.
AK: Faktycznie nie zawsze jest lekko. zwłaszcza, gdy w grę wchodzą emocje, a trudno je wyłączyć, kiedy ktoś cierpi z powodu wypadku. Zdarzyło mi się nawet raz na prośbę klienta i z mojej własnej potrzeby, przerwać negocjacje ze względu na emocje. Profesjonalizm jest dla mnie najważniejszy i wymagam tego od moich rozmówców, czyli strony przeciwnej. Moja rola polega m.in. na wyjaśnieniu różnic kulturowych, tam gdzie jest to konieczne. Jako tłumacz dodam, że rozmówcom często wydaje się, że dobrze się rozumieją. W praktyce można to porównać do zabawy w głuchy telefon. Odszkodowania i generalnie sprawy, gdzie w grę wchodzą pieniądze (np. uzyskanie zapomogi na przebudowę mieszkania lub inny zasiłek) to nie zabawa. W wyniku błędów w komunikacji można wiele zaprzepaścić. Stąd w mojej praktyce mam wiele do czynienia z prostowaniem informacji, które ze względu na brak odpowiedniej komunikacji zostały przeinaczone.

AS: Czyli Pani skuteczność to...
AK: Moją skuteczność zawdzięczam m.in. znajomości holenderskiej mentalności (pomijając już znajomość języka) i innej niż polska kultury biznesowej, ładnie nazywanej przez znawców „kobiecą kultura biznesową”. Terminologia nie ma tu znaczenia: chodzi o inne podejście, co kraj to obyczaj.

AS: Jest Pani pośrednikiem w sprawach o odszkodowania, w sprawach dotyczących ustawy o bezrobociu oraz dotyczących ustaw o utracie zdolności do pracy. Czego oczekują od Pani klienci? Z jakimi kłopotami się do Pani zwracają?
AK: Oprócz klientów, którzy ulegli wypadkom i chcą starać się o odszkodowanie, zgłaszają się do mnie osoby, które nie wiedzą co zrobić, gdy utracą pracę lub się rozchorują. W Holandii regulowane jest to ustawami zawartymi w Pani pytaniu. Wielu ludzi ich nie zna i nie jest to zaskakujące. Jeśli ktoś zawsze miał pracę i nagle ją straci, to nie miał nigdy styczności z tą problematyką i zwyczajnie nie wie, co zrobić. Do tego dochodzi pobyt w obcym kraju i inne przepisy oraz bariera językowa. Gdybym pracowała tymczasowo w Hiszpanii, prawdopodobnie nie wiedziałabym nawet jak nazywa się tamtejszy urząd pracy, a cóż dopiero mówić o załatwianiu formalności. Dodatkowo ustawy o bezrobociu i utracie zdolności do pracy, ściśle wiążą się z kompleksową pomocą ofiarom wypadków, które właściwie zawsze (chwilowo bądź na dłużej) mają do czynienia z instytucjami nadzorującymi i realizującymi te świadczenia.

AS: Czy możemy nieco uogólnić? Na podstawie Pani doświadczenia, z jakimi kłopotami najczęściej spotykają się nasi rodacy w Holandii?
AK: Problemy dotyczące utraty zatrudnienia, spraw podatkowych, praw kobiet ciężarnych, zadłużenia lub emerytury są powszechne. Myślę, że dużą bolączka naszych rodaków jest poczucie dyskryminacji lub nierówności w pracy. W tej dziedzinie mam również kontakty z zaprzyjaźnionymi adwokaturami bądź związkami zawodowymi.  Jednak paraliżującym Polaków zagadnieniem jest wypadek w Holandii. Jest na ten temat mało dostępnych informacji w języku polskim. Polacy nie wiedzą, gdzie się udać i gdzie szukać pomocy.

AS: I co wtedy Pani może zrobić? Co mogą zrobić sami poszkodowani?
AK: Jeśli poszkodowany trafi do mnie, to już jest w dobrych rękach. Od tego momentu praktycznie nie musi robić nic, ponieważ za niego sprawuję pieczę nad postępowaniem o odszkodowanie i procedurami w urzędach państwowych. Natomiast co można zrobić samemu? Na pewno zabezpieczyć dane: postarać się zapamiętać szczegóły wypadku, zanotować dane sprawców, czy dane śledczych z policji czy Inspekcji Pracy. Tego rodzaju informacje mają kluczowy wpływ na postępowanie. Dla przykładu: jeśli nie posiadamy danych sprawcy wypadku drogowego, procedura przeciąga się minimalnie o 3 miesiące. Podczas wypadku jest ciężko zadbać o te informacje, na szczęście funkcjonariusze służb porządkowych odwiedzają poszkodowanych po wypadku, np. w szpitalu czy w domu.

AS: A co jeśli coś się stanie w miejscu pracy?
AK: W razie wypadku w pracy można samodzielnie zgłosić wypadek do Inspekcji Pracy. Raport Inspekcji Pracy ma duże znaczenie w procedurze (co nie oznacza, że wiodące). Pracodawca ma obowiązek zgłosić wypadek do Inspekcji Pracy tylko wtedy, gdy pracownik był lub jest hospitalizowany lub zdarzył się wypadek śmiertelny. Najlepiej jest jednak zwrócić się do specjalisty, ponieważ Inspekcja Pracy nie wypłaca odszkodowania pracownikowi, jest organem kontrolującym i egzekwującym karę od pracodawcy.

AS: Ponad to osoby zgłaszające się do Pani mogą uzyskać pomoc w kontaktach z urzędami miasta, w zakładach ubezpieczeń społecznych i jakby tego było mało, jest Pani również tłumaczem. To wspaniała wszechstronność, proszę mi powiedzieć, jak Pani to wszystko ze sobą godzi? Czy Pani kalendarz nie jest wypełniony po brzegi?
AK: Nie jest aż tak źle. Na szczęście w moim kalendarzu jest jeszcze miejsce na życie rodzinne i rozrywkę. Może na pierwszy rzut oka wydaje się, że mam bardzo dużo obowiązków, ale tak naprawdę jedno z drugim ścisłe się wiąże, np. tłumaczę m.in. dla UWV i policji w sprawach, gdzie wymagana jest znajomość prawa w moich dziedzinach. Nie zmienia się więc rodzaj usługi, a zleceniodawca, czyli "wszystko zostaje w rodzinie"

AS: Pani wszechstronność bezpośrednio przekłada się na wielu bardzo zadowolonych klientów. Wszyscy zgodnie powtarzają, że jest Pani niezwykle kompetentna, a Pani pomoc jest fachowa. Często cieszą się oni z odniesionych dzięki Pani pomocy sukcesów. Niektórzy też wspominają, że angażuje się Pani w sprawy w 100%. Zastanawiam się, czy nie jest to bardzo wyczerpujące, ci wszyscy ludzie zgłaszają się do Pani często z bardzo poważnymi problemami. Jak sobie Pani z tym radzi?
AK: To bardzo miłe, że Pani o tym mówi. Zadowolenie klientów jest esencją mojej pracy. Bez zaangażowania nie byłabym w stanie z powodzeniem rozwiązywać problemów moich klientów i uzyskać te wszystkie fajne recenzje. Wierzę w tzw. czynnik ludzki, którym naprawdę można zburzyć urzędniczy mur lub zimne prawo. Wygrana daje mi energię, czyli tak jakby spirala się nakręca. Bez zaangażowania, nie byłoby wygranej, a bez wygranej zabrakłoby mi energii. Poważne problemy są dla mnie wyzwaniem: im większy stopień trudności tym większe zadowolenie. Oczywiście, czasem jestem poirytowana, ponieważ nie można obejść przepisów lub trzeba długo czekać (cierpliwość nie należy do moich silnych stron). Wszystko jest wpisane w charakter tej profesji i czasem zwyczajnie trzeba zagryźć zęby. Chcę również nadmienić, że nie podejmuję się zadań niemożliwych (chociaż moi klienci twierdzą, że w moim słowniku nie istnieje wyrażenie, cytuję „nie da się”) lub niezgodnych z prawem.

AS: To tak wiele, a jednak nie wszystko. Pani nie tylko pomaga naszym rodakom, ale również w wolnych chwilach zajmuje się organizacją koncertów z udziałem gwiazd polskiej estrady. Proszę o tym opowiedzieć, ale najpierw proszę mi powiedzieć, jak Pani na to znajduje Pani czas?
AK: Faktycznie na organizowanie koncertów czy imprez brakuje mi czasu. Można powiedzieć, że zajmowałam się tym wcześniej. Kiedyś zrodził się ten pomysł we współpracy z jedną z holenderskich dyskotek. Organizowaliśmy przez jakiś czas dyskoteki dla polskiej publiczności. Na przestrzeni 2015 i 2017 odbyło się kilka występów z udziałem Jacka Stachurskiego. Założeniem było regularne zapraszanie artystów polskiej sceny, jednak ze względu na czasochłonność musiałam z tego zrezygnować. Kto wie, może jeszcze do tego wrócę. Staram się za to wspierać w miarę moich możliwości Polsko-Niderlandzkie Stowarzyszenie Kulturalne (PNKV) i czasem pomagać w realizacji badań naukowych na temat polskich migrantów. Brzmi górnolotnie, ale w rzeczywistości tak nie jest. Czasem jakiś instytut prosi mnie zwyczajnie o podzielenie się moimi uwagami, które potem, obok uwag innych wykorzystywane są do badań. Temat jest dla mnie bardzo ciekawy, więc dlaczego nie...

AS: Bardzo dziękuję za rozmowę.
AK: Również dziękuję, cała przyjemność po mojej stronie.


13.05.2018 Agnieszka Steur, Niedziela.NL



Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama

Wiadomości

Trzydniowa wycieczka z Holandii do Barcelony z pol

News image

Barcelona to stolica Katalonii, miasto Gaudiego, znane miasto rozrywki i ciekawej architektury, mias...

Co-gdzie-kiedy | Niedziela, 16 Luty 2020

Read more

Życie w Holandii

News image

Ściągasz filmy i muzykę z sieci? UWAŻAJ, w Holandii zakazali!

Od czwartku 10 kwietnia ściąganie z Internetu filmów, muzyki, książek i innych chronionych prawem au...

News image

Zmiany w zasiłkach, zwolnieniach i umowach o pracę. Co planuje rząd?

- To historyczny moment – mówił 11 kwietnia premier Holandii Mark Rutte w trakcie prezentacji tzw. „...

Więcej w: Życie w Holandii

Co-gdzie-kiedy

News image

Spacer z duchami po Den Bosch (cały rok)

Organizator zaprasza wszystkich chętnych na niezwykły… i straszny spacer po Den Bosch. Tajemniczy pr...

News image

Zumba w Polce - Haga, prowincja Zuid-Holland - piątek 14 lutego 2020

POLKA zaprasza wszystkie panie na zajęcia z Zuzą: prosta choreografia z elementami zumby, mająca na ...

Więcej w: Co-gdzie-kiedy

Atrakcje turystyczne

News image

Zwiedzamy Holandię: Edam – targ sera. Warto zobaczyć!

To jedna z największych atrakcji turystycznych tego urokliwego miasteczka – targ serów (kaasmarkt) w...

News image

Noord-Holland, Zaandam - Zaanse Schans, skansen wiatraków

Zaanse Schans jest to urocza wioseczka położona na brzegach rzeki Zaans z charakterystycznymi zielon...

Więcej w: Atrakcje turystyczne

Muzea

News image

Utrecht, Dziecięce Nijntje Muzeum

Dzieci muszą mieć miejsce i czas, aby właściwie rozwijać swoją ciekawość. Powinny też być w stanie b...

News image

Amsterdam: muzeum Hermitage

Amsterdamski Hermitage jest największym oddziałem muzeum Ermitaż w Petersburgu i znajduje się w ogro...

Więcej w: Muzea